Pozwól dziecku być dzieckiem

Rodzic XXI wieku ODC. 9/10

W jaki sposób wychować dziecko, aby potrafiło wyrażać swoje zdanie?

Rodzice chcieliby, żeby dzieci były zawsze grzeczne, nie biegały po domu, nie krzyczały i nie robiły hałasu. Ale wtedy dzieci przestaną być dziećmi!

Isabelle Filliozat, Francja

 

Daria Grabda:Jesteśmy gotowi przychylić nieba naszym dzieciom. Kupujemy nowoczesne gadżety, zapisujemy na dodatkowe zajęcia. Chcemy być idealnymi rodzicami, robimy, co w naszej mocy, by im niczego nie zabrakło. A Pani twierdzi, że bycie doskonałym rodzicem to mit. Czy to znaczy, że nie warto się starać?

Isabelle Filliozat: – Im bardziej chcemy być doskonałymi rodzicami, tym bardziej mija się to z celem! Rodzice, którzy chcą być idealni, zamiast skupić się na dziecku, koncentrują się na sobie. Surowo oceniają każde swoje wychowawcze potknięcie. I w efekcie oddalają się od dziecka. Nie reagują na jego potrzeby. Ciągle analizują sytuacje, w których ich rodzicielskie działania mogą zostać negatywnie odebrane przez nich samych albo innych dorosłych. Oceniają swój styl wychowawczy, biorąc za punkt odniesienia innych rodziców, także własnych. Wsłuchują się w ich opinie czy rady dotyczące wychowania, które zazwyczaj są bardzo ogólne i nijak się mają do potrzeb konkretnego dziecka.

Rodzicielstwo okazuje się ciężką pracą, do której nie można się przygotować. Narodziny dziecka wiążą się z ogromną radością, ale także z niepewnością. Czy bycie rodzicem jest aż tak trudne?

– O tak! Sama nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wielką energię mają dzieci! Jestem matką dwójki dzieci. Dzięki nim doświadczyłam chwil bezgranicznego szczęścia i poznałam smak bezwarunkowej miłości. Były jednak także momenty skrajnego wyczerpania. Zdarzało się, że na ich oczach dawałam upust zniecierpliwieniu i rozpaczy. Wstyd się przyznać, ale nieraz miałam ochotę pokazać im, kto rządzi, rozkazywać i poniżać. Czasem podnosiłam rękę do klapsa, innym znów razem marzyło mi się wyjść i nie wrócić. Zanim zostałam matką, nigdy nie wyobrażałam sobie, że doświadczę tak różnorodnych emocji, stresu i tylu nerwów.

Każdy rodzic potwierdzi, że dzieci nieraz potrafią przysporzyć nerwów…

– To, co nazwiemy trudnym zachowaniem dziecka, w znacznej mierze zależy od tolerancji rodziców. Dla jednych najtrudniejsze będą zachowania opozycyjne, dla innych nieśmiałość. Wiele zależy od doświadczeń dorosłych, ich historii – to wpływa na to, czy są w stanie zrozumieć własne dziecko. Zachowania, których nie rozumieją, często nazywają kapryszeniem. A nie rozumieją ich, ponieważ nie słyszą albo nie chcą usłyszeć prawdziwych powodów próśb czy dostrzec przyczyn kryzysów, których dziecko doświadcza. Gdy rodzic reaguje na wyrażoną przez nie potrzebę stwierdzeniem, że kaprysi, czuje się odrzucone i nierozumiane. Dziecko nigdy celowo nie zachowuje się źle ani nie robi rzeczy, które w przyszłości mogą być przyczyną problemów.

Czasem trudno uwierzyć, że dziecko nie robi nam na złość. Na przykład gdy już jesteśmy spóźnieni do pracy, a ono w nieskończoność przeciąga śniadanie, mimo ponagleń. A wieczorem, gdy jesteśmy zmęczeni po ciężkim dniu, szaleje do późna, zamiast położyć się spać. Z czego zatem wynikają trudne zachowania i kaprysy?

– Jako rodzice musimy mieć świadomość, że zmiany następują nie tylko „w głowie” dziecka, ale także w jego ciele. Kiedy buzuje w nim adrenalina, nie można go zatrzymać i uspokoić. Biega i skacze, aby wykorzystać całą energię.

Dziecięcy mózg nie jest mózgiem dorosłego. Nie możemy na przykład oczekiwać, że dziecko, które nie ukończyło jeszcze trzech lat, będzie hamować swoje zachowanie. Jego mózg nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, by było w stanie „nie dotykać przedmiotów na biurku lekarza”, bo tak prosi mama. Wiele trudnych zachowań dziecka to reakcje na stresujące sytuacje, których doświadcza. Kiedy maluch jest pod wpływem stresu – który może być wynikiem zbyt silnej stymulacji, hałasu, oddziaływania autorytarnego rodzica lub innych ludzi – jego jądro migdałowate przygotowuje organizm do odpowiedzi: walki, ucieczki albo zamrożenia.

Nieraz rodzice skarżą się, że nie potrafią poradzić sobie z niegrzecznym, wrzeszczącym wniebogłosy maluchem. Jak reagować na napady złości?

– Po pierwsze, zadbajmy o odpowiednią relację z dzieckiem. Kiedy rodzic zaspokaja potrzeby dziecka, otacza je opieką i z uwagą śledzi próby nawiązania kontaktu, otrzymuje ono solidne podstawy do budowania wewnętrznej pewności siebie. Gdy natomiast rodzic nie dba o potrzeby dziecka, nie zwraca uwagi na jego emocje, karze, bije, poniża – wtedy negatywnie wpływa na rozwój jego struktur mózgowych. W efekcie dziecko nie uczy się radzić sobie ze stresem w konstruktywny sposób.

Po drugie, słuchajmy swojego dziecka. Wsłuchajmy się w to, co przekazuje, i zaakceptujmy je z jego potrzebami i uczuciami, bez osądzania. Czasami trudno poprzestać na wysłuchaniu drugiej osoby, nie zajmując stanowiska, nie wskazując rozwiązania, nie wyrażając swojej opinii. Wsłuchujmy się w emocje dziecka, nie starając się natychmiast pocieszyć, poprawić humor, uleczyć. Dzięki temu dziecko poczuje się akceptowane takie, jakie jest, i lepiej zrozumie siebie oraz swoje emocje.

A po trzecie, naszym – rodziców – zadaniem jest pomaganie dziecku w radzeniu sobie ze stresem w trudnych dla niego sytuacjach. Możemy wspólnie stosować proste techniki uspokajające, np. ćwiczenia oddechowe, spacer. A czasem wystarczy przytulanie.

W książce W sercu emocji dziecka przytacza Pani historię matki, która zostawiła trzymiesięcznego syna pod opieką niani i na dwa miesiące wyjechała do pracy za granicę. Odbiło się to negatywnie na zdrowiu chłopca. Czy potrzeby dziecka i rodziców konkurują ze sobą?

– Małe dziecko jest zależne od dorosłych, dlatego rodzice podporządkowują mu własne potrzeby. W miarę jak dziecko staje się coraz bardziej samodzielne, można oczekiwać, że jego potrzeby nie będą konkurować z potrzebami rodziców. To jednak tylko teoria. W rzeczywistości potrzeby rodziców i dzieci są bardzo często w opozycji do siebie. Podkreślam, że mówię tu o potrzebach, a nie pragnieniach.

Kiedy noworodek budzi się w nocy, matka go karmi. Czy odstawiła na bok swoją potrzebę spania? I tak, i nie. Sen matki jest inny i tak długo, jak karmi piersią, jej potrzeba snu jest zsynchronizowana z dzieckiem. Głęboki sen nie wchodzi wtedy w grę. Ale jeśli sytuacja taka trwa dwa lata, a matka pracuje, jej potrzeba snu będzie konkurować z potrzebami dziecka.

Często jednak rodzice „potrzebami” nazywają swoje pragnienia. Chcieliby, żeby dzieci nie płakały „z byle powodu”, by chętniej współpracowały, by były spokojne, by nie biegały po domu, nie krzyczały i nie robiły hałasu. Chcieliby, żeby dzieci nie były dziećmi! Kiedy pragnienia rodziców konkurują z potrzebami dziecka, rodzice angażują się w rozwiązania siłowe. Stąd krzyk, klapsy, kary. Nie stawiajmy własnych pragnień ponad potrzebami naszych dzieci.

Gdy przyjrzymy się historii wspomnianej wcześniej kobiety, odkryjemy, że ona jako małe dziecko również została opuszczona przez matkę. Czy to, jakimi jesteśmy rodzicami, zależy od naszych własnych doświadczeń z dzieciństwa?

– Jeśli w dzieciństwie rodzice nas kochali, troszczyli się o nas, realizowali nasze potrzeby, to posiadamy naturalną gotowość do odpowiadania na potrzeby naszych dzieci. Jeśli natomiast ktoś w dzieciństwie bał się swoich rodziców, doświadczył z ich strony przemocy, nie otrzymywał potrzebnej do rozwoju miłości i bliskości, nie mogło to pozostać bez wpływu na jego mózg – ciało migdałowate jest nadreaktywne, a płaty czołowe nie są wystarczająco dojrzałe. Gdy dziecko potrzebuje bliskości, mózg dorosłego odczytuje to jako sygnał o niebezpieczeństwie i uruchamia reakcję na stres. Może to być walka – np. w postaci krzyku, ucieczka – poprzez poniżanie dziecka albo zamrożenie – czyli brak reakcji na jego potrzeby. Potrzeba miłości została powiązana ze strachem.

Mamy tendencję do powtarzania zachowań rodzicielskich, które były dla nas bolesne, ponieważ mózg dąży do tego, by zrozumieć i uzdrowić przeszłość. Jeśli rodzic dostrzega swoje prawdziwe potrzeby, pielęgnuje relacje w małżeństwie, jeśli jego dawne rany zostały uzdrowione – będzie umiał rozpoznać potrzeby dziecka i zaspokoić je.

Jakie pułapki czyhają na rodziców? Jakie czyhały na Panią?

– Najbardziej zaskoczyło mnie to, że znalazłam w sobie dużo więcej agresji niż byłam w stanie sobie wyobrazić! Mimo całej wiedzy, którą posiadam, angażowałam się w rozwiązania siłowe. Łapałam się na wymierzaniu kar czy podnoszeniu głosu, choć wiedziałam, że ani jedno, ani drugie nie przyniesie żadnych efektów wychowawczych. Rozwiązania siłowe są chyba największą pułapką, jakiej powinni wystrzegać się rodzice.

Czasem zachowujemy się inaczej niż podpowiada nam rozsądek – krzyczymy, karzemy. A potem mamy do siebie żal, że znów daliśmy się ponieść emocjom. Jak zachować kontrolę nad zachowaniem?

– Przede wszystkim powinniśmy nauczyć się konstruktywnie reagować na sytuacje stresujące. Pomocne mogą być ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia fizyczne, medytacja. W trudnej sytuacji zamiast natychmiast reagować na niepożądane zachowanie dziecka, zatrzymajmy się na chwilę – można pójść do toalety, policzyć do dziesięciu, wypić szklankę wody. Ważny jest także kontakt fizyczny z dzieckiem. Pieszczoty, buziaki, masaż nie tylko pomagają opanować stres, ale też wzmacniają wzajemne zaufanie i dodają energii, koniecznej do wspólnego stawienia czoła problemowi.

Rodzice są zasypywani opiniami ekspertów od wychowania – w telewizji, internecie. Słyszą też mnóstwo rad od bliskich i znajomych. Łatwo zgubić się w gąszczu informacji. Czy warto słuchać tych rad, czy lepiej pójść za głosem intuicji?

– Zawsze słuchajmy wewnętrznego głosu. To głos naszego serca. Często jednak zdarza się, że to, co on nam podpowiada, jest w konflikcie z tym, co uważamy za „dobre dla dziecka”. Mamy tylko jedno życie, a nasze dzieci nigdy nie będą znowu miały 3, 4 czy 12 lat. Zadajmy sobie zatem pytanie: jeśli zrobię tak i tak, czy będę tego żałować za 10 lat? Jeśli szukamy pomocy u bardziej doświadczonych osób lub ekspertów, słuchajmy tylko tych, którzy pomagają lepiej zrozumieć dziecko. Gdy lekarz, psycholog czy teściowa starają się wpędzić nas w poczucie winy, nie warto ich słuchać. Uważam, że rodzice powinni ufać sobie i swojemu dziecku; słuchać, co dziecko próbuje przekazać poprzez krzyk, postawę, którą przyjmuje, a nawet przez problemy, jakie stwarza. Tak wyraża to, czego nie potrafi powiedzieć słowami. Rodzice nie powinni przyjmować gotowych rad czy wymyślanych na poczekaniu definicji. Zachęcam, by szukali własnych dróg i rozwiązań. Każda relacja rodzic–dziecko jest niepowtarzalna!

Jak wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego?

– Najważniejsze to pozwolić mu być szczęśliwym dzieckiem. Dać bazę do rozwoju w postaci silnej więzi, miłości i zrozumienia. Ważna jest także swoboda i nauka polegania na samym sobie. 

 

 

Jeśli chcesz podzielić się opinią na temat rozmowy, napisz do nas (daria.grabda@charaktery.com.pl).

 

*  *  *

 

Problemy mi niestraszne

Wychowanie dziecka to nie lada wyzwanie. Isabelle Filliozat podpowiada rodzicom, jak rozwiązywać problemy, które pojawiają się w relacji rodzic–dziecko.

  1. Zadbaj o więź z dzieckiem. Gdy pojawi się sytuacja trudna lub konflikt, daj sobie chwilę, zanim zareagujesz. Stres nie sprzyja racjonalnym decyzjom. Gdy uspokoisz emocje, skup się na dziecku i na tym, co przeżywa.
  2. Oceń możliwości dziecka. Czasami problem wynika z tego, że rodzic oczekuje czegoś, co przekracza możliwości dziecka. Zastanów się, czy nie wymagaszod dziecka niemożliwego.
  3. Kto ma problem? Zadaj sobie pytanie: czyj problem należy rozwiązać? Jeśli Twój, wyraź swoje potrzeby. Jeśli problem ma dziecko – wysłuchaj go. Potrzeby rodzica i dziecka nie powinny konkurować.
  4. Co jest przyczyną? Trudne zachowania dziecka mogą być objawem czegoś, co dziecko przeżywa, ale czego nie potrafi wyrazić. Spróbuj dotrzeć do przyczyn zachowania.
  5. Szukaj różnych rozwiązań. Im więcej pomysłów, tym większa szansa, że rozwiązanie okaże się dobre. Nie myśl, że istnieje tylko jedno dobre rozwiązanie.
  6. Działaj. Gdy podejmiesz decyzję, wprowadź ją w życie i uzbrój się w cierpliwość. Czasami efekty zmian są widoczne natychmiast, na inne trzeba czekać latami.
  7. Oceniaj zmiany. Pamiętaj, że dziecko rozwija się, dorasta. Uwzględnij te naturalne zmiany, oceniając skuteczność zastosowanych strategii.

 

Oprac. dg na podstawie: Isabelle Filliozat, Moje dziecko doprowadza mnie do szału, Esprit 2015

 

 

Pozostałe odcinki

Podobne materiały